Rozmiar Tekstu

Nasz Patron

Skrócony Życiorys

Kardynał Stefan Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 roku w miejscowości Zuzela nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Był drugim dzieckiem państwa Wyszyńskich (ojciec Stanisław, matka Julianna). Miał starszą siostrę Anastazję oraz dwie młodsze: Stanisławę i Janinę, a także młodszego brata Wacława, który zmarł mając 11 lat. Wychowywany był w wierze katolickiej. Nad jego łóżkiem czuwała Matka Boska Częstochowska i Matka Boska Ostrobramska. Dorastał w poszanowaniu ludzkiej pracy, chleba, ziarna i zboża. Z domu rodzinnego wyniósł umiłowanie do Maryi, zaufanie i szacunek do ojca, czułość dla matki. Gdy miał 9 lat, 31 października 1910 roku, zmarła mu matka, za która tęsknił potem całe życie. Ukończył gimnazjum w Warszawie i Łomży (gdzie przeniósł się po wybuchu I wojny światowej), a następnie wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku. 3 sierpnia 1924 roku został wyświęcony na kapłana. Z powodu choroby święcony był sam, krótko po wyjściu ze szpitala. Z Mszą Świętą prymicyjną udaje się na Jasną Górę. Po roku pracy diecezjalnej za przyczyną biskupa włocławskiego podejmuje dalsze studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i w latach 1924-1929 studiuje na Wydziale Prawa Kanonicznego. Pod kierunkiem Ks. Antoniego Szymańskiego przeprowadza studia z zakresu katolickiej nauki społecznej i ekonomii w Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych. W czerwcu 1929 roku zdobywa doktorat z prawa kanonicznego, obroniwszy pracę pt. "Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły". W 1946 r. ojciec Święty Pius XII mianował księdza profesora Wyszyńskiego biskupem, ordynariuszem diecezji lubelskiej. Sakry biskupiej udzielił nominatowi na jasnej Górze Prymas Polski August Hlond 12 maja 1946 roku. 22 października 1948 roku ks. Biskup Wyszyński został wybrany Arcybiskupem Gniezna i Warszawy oraz prymasem Polski. 25 września 1953 roku zostaje aresztowany i wywieziony z Warszawy. Przebywa kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola, w Komańczy w Bieszczadach. W czerwcu 1979 roku przyjmuje w Ojczyźnie po raz pierwszy od tysiąca lat głowę Kościoła – Ojca Świętego Jana Pawła II – Papieża rodu Polaków. W latach 1980-1981 pełni rolę mediatora pomiędzy władzami PRL a Solidarnością. 28 maja 1981 roku, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego Prymas Tysiąclecia, Kardynał Stefan Wyszyński odszedł do Boga. Miał 80 lat. 57 przeżył w kapłaństwie, 35 lat był biskupem, 32 lata arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz Prymasem Polski, 28 lat członkiem Kolegium Kardynalskiego. W 1989 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny, który 6 lutego 2001 roku, po dwunastu latach został zamknięty. Zakończyła go uroczysta Msza św. w archidiecezji warszawskiej św. Jana.

Zarys Społecznej Nauki Prymasa Tysiąclecia

Zarys Społecznej Nauki Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego dotyczącej:  Narodu, Człowieka, Państwa, Kościoła

Stefan Kardynał Wyszński przeszedł do historii przede wszystkim jako głowa Kościoła Katolickiego w Polsce, w trudnych latach dla naszego narodu jako wielki mąż stanu.
Ze znajomości katolickiej nauki społecznej biskupa Von Ketlelera, ze studiów nad nią, czerpał ksiądz Prymas Wyszyński te siły, te rozeznania, które umożliwiły mu prowadzenie Kościoła w Polsce pewną i niezachwianą dłonią poprzez meandry naszych najnowszych dziejów i zadecydowały o tym, że stał sie sumieniem, nauczycielem i światłem naszego narodu w trudnych chwilach i historycznych decyzjach.


●    Działalność księdza Stefana Wyszyńskiego rozpoczęła się w Latach trzydziestych.
●    Był to okres wielkiego rozkwitu myśli społecznej Kościoła.
Charakterystyczną cechą myśli społecznej Kardynała Wyszyńskiego jest jej nowoczesność.
Chociaż studia z zakresu katolickiej nauki społecznej zdobył w okresie międzywojennym,potrafił iść z duchem czasu.
Z udziału w pracach II Soboru watykańskiego wyniósł nowe ukierunkowanie teologii ku rzeczywistościom ziemskim. Już wówczas używał takich określeń jak teologia chleba, pracy, fabryki, teologia wartości ekonomicznych.
Nauka społeczna Prymasa Wyszynskiego, jego wskazania moralne ukierunkowane były na konkretne potrzeby współczesnego świata, a w szczególności Polski. Ksiądz Prymas wykazał świetną znajomość zarówno współczesnej kultury europejskiej, jak również problemów politycznych i socjalnych krajów rozwiniętych. Równocześnie umiał wnikać w specyficzne warunki i stosunki naszego kraju, znał doskonale psychikę Polaka, znał dusze naszego narodu.
Znał polskie wady narodowe, ale także i cnoty, potrafił zatem wskazywać drogi rozwoju zgodne nie tylko z moralnymi zasadami chrześcijańskimi, ale i odpowiadające potrzebom i właściwościom narodu.
Wydaje się, że pojęcie narodu u Prymasa Polski miało poza aspektami oryginalnymi, kilka różnych źródeł. Pierwszym i podstawowym pojęciem narodu w ogóle było biblijne pojęcie narodu izraelskiego. Wprawdzie Kardynał Wyszynski nie przygotował osobnej pracy o Narodzie Wybranym, ale pojęcie tego narodu ciągle występuje jako podstawa różnych myśli o narodach współczesnych. Polski Dostojnik Kościoła opuszczał wyraźnie różne pejoratywne cechy owego narodu, jak niewierność, skłonność do bałwochwalstwa, zatwardziałość w złu oraz zamknięcie serca przed Mesjaszem, zachowywał natomiast starannie styl prorockiego napomnienia narodu, zachęcania ku lepszemu i, niekiedy, ostrego karcenia. Wskutek tego jest to już kształtowanie obrazu narodu w świetle Nowego Testamentu, wybranego przez Chrystusa, umiłowanego w Duchu Świętym. Najogólniej biorąc, naród w rozumieniu teologicznym jest pewną społecznością ludzi, naturalną, wyrastającą ze wspólnej macierzy, z łona Ojca Niebieskiego i z ziemi ojczystej.
Polska należy do krajów, w których bardzo żywo i mocno rozważana była idea narodu.
Trudno powiedzieć, kiedy w Polsce wystąpiła dostatecznie silna świadomość narodowa w ogóle.
Zdaniem Prymasa Polski podwaliny pod tę świadomość i ideę narodu zostały położone wcześnie, już za Mieszka i to z pomocą Kościoła.
Nazwa „naród” jest stosunkowo nie ostra i dosyć wieloznaczna. Wymaga więc ona bliższego określenia dla uniknięcia wieloznaczności. Należy pamiętać, że zadanie to stanęło również przed Prymasem Polski. Musiał on uporać się z całą masą określeń „narodu” funkcjonujących w naszym kraju. Kardynał Wyszyński mówił: Naród jest więc konkretnym organizmem jednostek związanych wspólnotą krwi, pochodzenia, terytorium, języka i losu.
Jeżeli zaś idzie o teologiczne aspekty pojęcia „narodu”, to realna społeczność ludzka, najwyraźniej w sposób naturalny odróżniająca sie od innych zbiorowości i zwrócona całym wymiarem swego bytu i egzystencji ku Bogu.  
U Kardynała Wyszynskiego  nie brak też późniejszej idei zbliżenia narodu do państwa, przy odrzuceniu antynomii: naród czy państwo. Zawsze jednak wyżej jest stawiany naród i jego dziejowa rzeczywistość niż państwo.  Należy pamiętać, że w przeszłości patrzenie na dzieje z pozycji „narodu” tworzyło w polskiej myśli tak zwany „optymizm historyczny”, który z jednej strony rehabilitował znacznie przeszłość narodową, a z drugiej strony, wierzył w pełne jego odrodzenie. Z kolei patrzenie na historię z punktu widzenia wspólnoty państwowej tworzyło tak zwany pesymizm historyczny, który dość pejoratywnie oceniał przeszłość Polski a możliwość umiarkowanej odnowy dopatrywał się w technice, ekonomii i środowiskach polityczno – ustrojowych. Kardynał Wyszyński przychylał się raczej ku optymizmowi, idąc zresztą za powojennymi nastrojami społeczeństwa polskiego, ale nie brak w jego nauczaniu elementów pesymizmu, zwłaszcza o charakterze narodowym,  związanych z istnieniem naszych wad narodowych, które ostro piętnował, domagając się konkretnej działalności restauracyjnej.
We wszystkich pracach Prymasa Wyszyńskiego sprzed wojny, choć pojawia się często „naród”, nie występuje jednak pojęcie narodu jako szczególnego tworu. Operuje tam raczej socjologicznym pojęciem narodu jako konkretnego społeczeństwa polskiego..
Tak więc głównym źródłem koncepcji narodu była u Prymasa w ogóle „polska rzeczywistość”, na którą składają się: historia Polski, tradycja, duch narodu, a szczególnie najnowsza sytuacja. I to wszystko Kardynał Wyszyński wykorzystał dla stworzenia po części własnej wizji narodu. Pomogły mu w tym bardzo przeżycia wojenne, po zakończeniu której „Duch pracy ludzkiej” operuje już humanistyczno filozoficznym pojęciem narodu. Idea narodu zaczęła kształtować się u księdza Wyszyńskiego w pełni, gdy został biskupem lubelskim, a więc osobą odpowiedzialną wspólnie z całym episkopatem za naród polski i jego dzieje.
Nauka Kardynała Wyszyńskiego opiera sie także na Kościele. Charakter Kościoła bardzo silnie podkreślony został w II Soborze Watykanskim.  Misję swą, powierzoną mu przez Chrystusa, spełnia Kościół w czasie i miejscu, a więc w każdym narodzie i to w przebiegu jego dziejów. Ksiądz Prymas Wyszyński głosił tę prawdę jeszcze przed Soborem. Chrystus naucza Prymas już w sierpniu 1962 roku pokazał,że wszystkie elementy pracy Kościoła związane są z konkretnym „narodem i prowadzą do zbawienia”.
Idąc przez życie z człowiekiem, związany z losem ludzkości nie w sposób  abstrakcyjny, lecz poprzez dzieje poszczególnych konkretnych narodów i państw, Kościół nie może uniknąć wkroczenia w dziedzinę polityki.
W działalności Kościoła wiążą się nierozerwane dwa pierwiastki, przyrodzony i nadprzyrodzony.
Żyjąc w świecie, żyjąc w określonym czasie i w określonym kraju, Kościół musi, dla wykonania swej misji, mieć odpowiednie warunki, do których należy również jego status prawny.
Postulat Kościoła katolickiego w Polsce uznania jegi charakteru publicznoprawnego nie oznacza więc sięgania przez Kościół po władzę, nie oznacza, aby Kościół chciał tworzyć państwo w państwie. Przyznanie przez państwo takiego statusu kościołowi  nie oznaczałoby nadanie mu charakteru instytucji o znaczeniu politycznym. Dla kościoła katolickiego w Polsce nie wystarcza status zwykłego stowarzyszenia. Kościół ma swoją konstytucję nadaną mu przez Chrystusa, ma swój ustrój, swoje własne cele i środki i dla tych celów musi mieć odpowiedni status, uznany w granicach naszej rzeczywistości narodowej i politycznej.
Koncepcja Kościoła księdza Wyszyńskiego to Kościół Mistyczne Ciało Chrystusa, Kościół zanurzony w życiu nadprzyrodzonym, czerpiący siłę z łask swego Boskiego założyciela, z jego męki i Krzyża, współcierpiący i współzasługujący, ale wykorzystujący moce nadprzyrodzone dla zbawczej działalności wśród społeczeństw, w dziejach narodu,w dziejach ludzkości.
Z tej koncepcji rodzi sie kult maryjny Prymasa Tysiąclecia, nabożeństwo do Maryi Niepokalanej Dziewicy i Matki Bożej i Orędowniczki, szczególnej Opiekunki Narodu Polskiego.
Jako społeczność równocześnie Boska i ludzka, Kościół katolicki wymaga dla siebie pewnego minimum warunków zewnętrznych na to , aby mógł działać, na to aby mógł sie rozwijać. W 1953 roku Ksiądz Prymas przyznaje, że od niedawna Kościół katolicki miał zapewnione pewne podstawowe prawa. Życie religijne w Polsce powojennej mogło się rozwijać bez większych trudności, mając zabezpieczony pewien zakres wolności. Wiele kościołów zniszczonych podczas wojny zostało odbudowanych z wielką pomocą państwa.
Toteż fałszywe są pogłoski rozsiewane niekiedy zagranicą o zamykaniu kościołów czy kaplic w Polsce, po za wyjątkowymi wypadkami nie miało to miejsca.
W ostatnich czasach sytuacja kościoła w Polsce zaczyna się pogarszać i dlatego , w liście do Prezydenta Bieruta, Prymas Polski domaga sie na podstawie artykułu 32, paragraf 7 „Konstytucji Polskiej” poszanowania dla uprawnień Kościoła. W imię dobra ojczyzny domaga się również Ksiądz Prymas od partii (PZPR) zrewidowania stosunku do religii i Kościoła.
Apel Prymasa Polski pozostał bez echa.  Przeciwnie, w kilka miesięcy później zostaje aresztowany. Walka państwa z Kościołem zaostrzy się, dochodzi do zenitu. Jednak w 7 lat po powrocie z więzienia jeszcze ostrzej ocenia Prymas Wyszyński sytuację polityczną Kościoła w PRL. „Gorąco pragniemy spokoju, a tymczasem traktuje się nas jako siewców niezgody, jako oskarżonych postawionych pod pręgierzem opinii publicznej, jak pariasów w naszym narodzie”. Przeciwko biskupowi katolickiemu można w Polsce mówić wszystko bezkarnie, wszystko pisać, ale nie daje mu się możności odpowiedzi, sprostowania.
Z przemówienia podczas uroczystości świętego Stanisław biskupa „O Kościele jako nauczycielu wiary i stróżu moralności”  Kardynał Wyszyński mówi tak:  „Kościół dzisiaj także czyni i zachęca biskupów, aby również upominali, pouczając w cierpliwości i miłości, pamiętając, że duch święty ustanawia biskupów, aby rządzili królestwem Bożym. Błogosławiony jest naród, który słucha słowa Bożego. Błogosławiony jest naród, który umie przyjąć upomnienie, uczyniony w imie Boże, albowiem takie upomnienie, jak wierzymy, pochodzi zawsze z mądrości Bożej i z wiekowego doświadczenia pasterskiego Kościoła (...)”.
„Kościół staje w obronie wiary i miejsca Boga w Polsce.”
Prymas Tysiąclecia zasługuje na naszą szczególną narodową pamięć. Do pozostawionej przez niego spuścizny należy wciąż powracać, korzystać z niej;  należy jej strzec; nie pozwolić, by uległa zniszczeniu, zapomnieniu; trzeba nią umacniać świadomość naszych pokoleń. A przecież rodacy, którzy w chwili śmierci Prymas mieli kilka lub kilkanaście lat, stanowią dzisiaj prawie połowę naszego narodu. Tym bardziej więc zadanie przekazania pozostawionego dziedzictwa spada na tych, którzy księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego znali, pod którego znakiem uczestniczyli w zmaganiu o zachowanie narodowej, chrześcijańskiej tożsamości narodu.
Kardynał Wyszyński ostrzegał: „Jest olbrzymią wartością zrozumieć znaczenie wolności dla narodu, zrozumieć, jak wielkim jest ona dobrem i własnością, że żaden naród nie może zrezygnować ze swoich praw do wolności i z własnych zadań, że nie wolno tych praw nikomu oddawać, że obrona ich jest obowiązkiem moralnym, a rezygnacja z nich zdradą.”
Kardynał Wyszyński uczy nas przede wszystkim szacunku dla człowieka. Poszanowanie praw osoby ludzkiej i zaufanie do człowieka Prymas Tysiąclecia uznawał za fundament wszelkiego ładu rodzinnego, narodowego, politycznego.
„Nie ma zdrowej kultury narodowej, nie ma ładu moralnego ani zdrowej polityki bez zaufania do człowieka.” A zaufanie to wynika z otwarcia się na Boga, naszego Ojca.
Roman Radziewicz.

Cytaty Patrona

Nie wystarczy urodzić się człowiekiem, trzeba jeszcze być człowiekiem.

 

Polaków nie zdobywa się groźbą, tylko sercem.

 

Można dać bardzo dużo i serce zranić, a można bardzo malutko i serce rozradować, jakby skrzydła komuś przypiąć do ramion.

 

Uprzejme spojrzenie i uśmiech znaczą często więcej, niż udana rozmowa.

 

Od siebie trzeba wymagać najwięcej.

 

Pokój światowy zaczyna się od pokoju naszego serca.

 

To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.

 

Miłość musi być próbowana jak złoto w ogniu prób; tylko mała miłość w ogniu prób kruszeje. Wielka oczyszcza się i rozpala.

 

Człowiek dopiero wtedy jest w pełni szczęśliwy, gdy może służyć, a nie wtedy, gdy musi władać. Władza imponuje tylko małym ludziom, którzy jej pragną, by nadrobić w ten sposób swoją małość. Człowiek naprawdę wielki, nawet gdy włada, jest służebnikiem.

 

Ludzie ratują wartość pieniądza, ale nie umieją ratować wartości życia.

 

Wszystko, co nas spotyka - zdrowie czy cierpienie, dobro czy zło, chleb czy głód, przyjaźń ludzka czy niechęć, dobrobyt czy niedostatek - wszystko to w ręku Boga może działać ku dobremu.

 

Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej.

 

Każda rzecz wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe.

 

Ten, kto zamknął się w nienawiści, już się skończył!

 

Umiemy wyliczyć winy innych ludzi wobec nas, ale naszych win wobec innych na ogół nie widzimy. O belce we własnym oku będziemy mówili potem lub nigdy. Najpierw wolimy zająć się pyłkiem w oku bliźniego.

 

Z drobiazgów życiowych wykonanych wielkim sercem powstaje wielkość człowieka.

 

Człowiek, który nie lubi i nie umie przebaczać, jest największym wrogiem samego siebie.

 

Każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek.

 

Człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania innych.

 

Zaprzestańmy stawiać wymagania innym! Sobie je dyktujmy!

 

Najważniejsze jest zwycięstwo nad małym, czymś niesłychanie małym - nad sobą.

 

Nie ma takich sytuacji, w których by jeszcze miłość nie miała czegoś do powiedzenia.

 

Choćbyś przegrał całkowicie, zbierz się, zgarnij, zacznij od nowa! Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga.

 

Nie to jest ważne, by krytykować przeszłość, lecz aby swój własny wysiłek włożyć w lepszą przyszłość.

 

Wszystko to, co jest przed Tobą, pozostaje do zdobycia. Życiu, które nadchodzi, możesz nadać głębszą treść, wartość i znaczenie. Zależy to od Twojej oceny życia i czasu, od Twojego stosunku do pracy, od szacunku dla Twego umysłu, woli i serca, dla twych wartości ludzkich, narodowych i chrześcijańskich.

 

Ożywiajmy w sobie ambicję życia, tak konieczną Narodowi, który dotąd bardziej wsławił się sztuką bohaterskiego umierania niż umiejętnością życia.

 

Miarą naszej miłości ma być miłość, jakiej dla siebie oczekujemy od całego świata.

 

Należy w sobie dostrzec pozytywne wartości, bo nawet w najgorszym z nas jest jeszcze ślad Bożej dobroci.

 

Jesteśmy mocni w wierze, ale słabi w czynie.

 

Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie.

 

Człowiek jest tak mocno związany ze sobą, że trudno mu o sobie zapomnieć, można jednak wyrobić w sobie zwyczaj myślenia o innych.

 

Najlepiej człowiek prosi, gdy dziękuje.

 

Nienawiść można uleczyć tylko miłością.

 

Bóg szanuje wolność woli człowieka aż do granic grzechu.

 

Światu potrzeba więcej wrażliwych serc i mniej zimnej stali.

 

Jeśli wasza światłość, wiedza, nauka, mądrość prowadzi do uczynków dobrych, wówczas pochodzi z miłości. Jeśli jest użyta na mnożenie zła, nie jest ani światłością, ani nauką, ani prawdą, ani miłością.

 

Nie musisz wszystkiego rozumieć, wystarczy, że wszystko, co Bóg daje, kochasz.

 

Gdy znajdę w sobie choć jeden akt miłości, już nie jestem nędzą.

 

Życie jest większe od legend, bo w życiu jest prawda.

 

We wszystkim tym, co zdarza się w życiu człowieka, trzeba odczytać ślady miłości Boga. Wtedy do serca wkroczy radość.

 

Drobne i nieznaczne dokonania mogą nas uczynić wielkimi, podczas gdy wielkie mogą nas upodlić, jeśli są źle wykonane.

 

Życie trzeba przeżyć godnie, bo jest tylko jedno.

 

Kto chce wejść na szczyt, musi zaczynać od dołu, a potem iść krok za krokiem, nie przyspieszając go. Zły to taternik czy alpinista, który zaczyna wspinaczkę w góry od zrywu i wielkiego wysiłku. Dobry - idzie krok za krokiem, powoli, spokojnie.

 

Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego.

 

Nie trzeba innych ciągle ganić, karcić, wytykać. Należy zawsze odwoływać się do wartości, które są w każdym człowieku, chociażby ten człowiek był najbardziej sponiewierany i zniszczony.

 

Ludzie mówią - "czas to pieniądz". Ja mówię inaczej - "czas to miłość". Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa.

 

Trzeba więc naprzód porzucić smutki, narzekania, wyleczyć się z samego siebie, ze swoich urazów psychicznych, które są dla nas większym nieszczęściem niż wszystko, co nas otacza.

 

Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!

 

Źle czyni człowiek, jeśli poprzestaje na zadowoleniu z siebie i łatwo przyjmuje pochwałę ludzką. Ale również źle czyni, jeśli boi się krytyki i nagany.

 

Jak trudno jest miłować - ale jak warto jest miłować.

 

Zagadnienia "brak czasu" nie rozwiąże się przez pośpiech, lecz przez spokój.

 

Naród, który walczy o najszlachetniejsze ideały, musi być trzeźwy!

 

Po to gromadzimy, abyśmy mieli co rozdawać.

 

Przestańmy nareszcie kręcić się wokół siebie, a pomyślmy o niesieniu pomocy innym.

 

Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej.

 

Każda nienawiść, każda pięść wyciągnięta przeciw bratu - jest przegraną.

 

Sztuką jest umierać dla ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla niej.

 

Łatwiej zmienić ustrój, trudniej odmienić człowieka.

 

Miłość świadczona innym jest największym dobrodziejstwem dla nas samych, którzy zdobywamy się na okazywanie miłości.

 

Umiera się raz i człowiek szybko okrywa się sławą, ale żyje się w trudzie, bólu i cierpieniu, długie lata, i to jest większe bohaterstwo.

 

Sercem nie można służyć za pieniądze, sercem służy się za darmo, bezinteresownie.

 

Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi.

 

[...] Czas to miłość...

 

Wyjątkowe sytuacje zdołają nas uleczyć z choroby ludzi nasyconych, która pozbawia nas zdolności oceny prawdziwej wartości łyżki strawy i kromki zeschłego chleba.

 

Nietrzeźwość przykleja nam szyld narodu bezrozumnego, bezmyślnego, niewytrzymałego tak dalece, że często inne kraje zastanawiają się nad tym, czy narodowi, który tak wiele przepija, warto spieszyć z pomocą.

 

Musicie ducha hartować, aby móc jak orły przelatywać w przyszłość Ojczyzny!

 

Widzimy współcześnie odnawiający się głód ludzi prawdziwych. To znaczy żyjących w prawdzie i miłości; ludzi jasnych, przejrzystych, którzy mają oblicza prawdziwe, a nie zniekształcone kłamstwem.

 

Ciężko jest być wiernym Bożym przykazaniom, ale zachowanie ich daje radość, a pogwałcenie mnoży krzyże i mękę.